Do krwi

Grzech – dotyka każdego z nas. Mamy z nim walczyć, to oczywiste. Czasami wydaje nam się, że nie damy rady. Myślimy, że zrobiliśmy już wszystko co możliwe. I już się zdaje, że grzech nas pokonał. Bo jak długo można walczyć? „Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi.” – mówi nam dzisiaj święty Paweł.

Wzorem walki z grzechem jest dla nas sam Chrystus. On walczył z grzechem całego świata i w tej walce oddał swoje życie. Niejednokrotnie, w walce z grzechem musimy ponieść śmierć.

Na czym jednak ma ta śmierć polegać? Umrzeć musi w nas stary człowiek, człowiek cielesny. Człowiek, który należy do tego świata, który jest uzależniony od niego. Jak go zabić? Post, modlitwa. Nie umiesz się modlić? Poproś innych by się za Ciebie pomodlili. Post to nie tylko nie jedzenie mięsa, czy dzień o chlebie i wodzie. Odstaw na jeden dzień Facebooka, nie słuchaj muzyki, nie graj w CS’a. Odetnij się od tego świata.

Drugi krok to odcięcie się od źródła grzechu. „Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie!” – ewangelia wg św. Mateusza. W każdym grzechu jest jakieś źródło. Nieraz walczymy z grzechem, nie ruszając źródła, co skazuje nas na niepowodzenie. Przykładowo, obgaduję ludzi, bo nie radzę sobie z samym sobą, ze swoimi emocjami. Kłamię, bo nie chcę żeby ludzie wiedzieli jaki jestem naprawdę, bo siebie nie akceptuję. Sypiam z chłopakiem przed ślubem, bo nie chcę żeby mnie zostawił, bo chce mieć poczucie, że ktoś mnie kocha, bo brakuje mi poczucia własnej wartości.

Poszukaj źródła swojego grzechu. Czasami właśnie to może przynieść rozwiązanie.

Do krwi ostatniej kropli z żył, bronić będziemy ducha – śpiewamy w Rocie. Dzisiaj te słowa nabierają nowego sensu, stają się obietnicą złożoną Bogu, obietnicą że będziemy walczyć o to, co duchowe, niszcząc grzech i budując w sobie nowego człowieka.

Niech na tę walkę dobry Bóg nam błogosławi!

This is a men’s world…

Ostatnio tak sobie myślę, że kocham wszystkich mężczyzn. Wyłączając przypadki totalnych frajerów oczywiście, ale otacza mnie wyjątkowo niewiele takich przypadków.

Mężczyźni są naprawdę wspaniali. Kocham ich głupie żarty, fascynujące historie, upartość, bezczelność, ale też czułość i delikatność.

Jednak zauważam, że mężczyźni mają pewien problem. Nie zawsze są tacy wspaniali, często wręcz przeciwnie. I myślę sobie, że może problem ten tkwi w tym, że nie wiedzą, że mogą być kimś więcej niż są.

Jeśli tego nie wiesz, piszę ten tekst by Ci to uświadomić. Jesteś mężczyzną. Władcą, zdobywcą, królem, pełnią. Możesz wszystko. I nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Nie słuchaj tego głosu w głowie, który mówi Ci, że do niczego się nie nadajesz, że nic nie znaczysz. Walcz z ludźmi, którzy próbują Ci pokazać, że nie należy Ci się szacunek. Stary, masz cały świat u swoich stóp. Wyciągnij ręce i bierz to, co Ci się należy.

Jesteś mężczyzną, jesteś wspaniały.

Kocham Was! <3

Jutra nie ma

Ludzie się ze mnie śmieją, kiedy mówię im: „Ja nie planuję, jutro mogę umrzeć.”

Jakiś tydzień temu w naszym mieście zaginął chłopak. Szukali go, w końcu znaleźli, w rzece, martwego. Miał rodzinę, narzeczoną, pewnie wiele planów. Nie spodziewał się na pewno, że zginie przez nieszczęśliwy wypadek.

Pewnie już to pisałam milion razy, ale trzeba żyć tu i teraz. Jeśli chcesz coś komuś powiedzieć, powiedz to. Jeśli chcesz coś zmienić w swoim życiu, zmień to. Nie czekaj. Naprawdę, jutro może Ciebie już nie być.

Taka świadomość w życiu pozwala iść za głosem serca, zawsze podążając za nim, będziesz żyć w zgodzie z samym sobą, nawet popełniając błędy. Nie bój się żyć, bo jeśli będziesz się bać, nie będziesz żyć.

Kończąc ten krótki wpis, proszę o modlitwę za Pawła, który zginął kilka dni temu. Niech Bóg obdarzy go teraz życiem, w którym nie ma już nieszczęśliwych wypadków, a jest tylko wieczne szczęście. Amen.

„XI: Nie hejtuj”

Wszyscy obgadujemy ludzi. Problem jest wtedy, kiedy osoba obgadywana dowiaduje się, że została obgadana. Ja właśnie niedawno zaczęłam się o tym dowiadywać.

Podobno jestem fałszywa. Podobno nie szanuje ludzi. Znam siebie i wiem, jakie wady mnie dotyczą, a jakie nie. To co usłyszałam jest dla mnie trochę szokujące. Co mnie jednak boli bardziej to to, że nie usłyszałam tego prosto w twarz.

Obgadywanie ludzi czyni z nas królów opinii. Kiedy mówimy coś o kimś nie do tej osoby, nie dajemy jej żadnej szansy na obronę. Zazwyczaj w dodatku wybieramy sobie ludzi, którzy będą nam przytakiwać. Możemy osądzać i w dodatku dostaniemy jeszcze poparcie. Wydajemy wyroki na ludzi, stawiając ich w najgorszym możliwym świetle. Wpływamy też na ich relacje z innymi ludźmi. Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu ulega takim sugestiom i uprzedza się do ludzi, często potem nawet nie chce tej osoby poznać.

Miałam ostatnią ciekawą sytuację w tym kontekście, jednak zupełnie odwrotną. Chcąc spróbować swoich sił w dziennikarstwie, wybrałam się do miejscowego dziennika, by zacząć tam praktyki. Oczywiście na praktykę zostałam przyjęta, ale szybko zorientowałam się, że podejście pani redaktor nie będzie sprzyjać mojej dalszej pracy. Nie tylko utrudniała mi komunikację z redakcją, ale przede wszystkim traktowała mnie tak, jakbym nic nie znaczyła. Bo przecież byłam tylko praktykantką. Mam wielki szacunek do siebie jako człowieka, co uważam za cechę każdego normalnego chrześcijanina. Postanowiłam więc zrezygnować. Ale przy okazji poszłam do redakcji i powiedziałam tej kobiecie, prosto w twarz co myślę na temat jej zachowania. Możecie się domyśleć jaka była jej reakcja. Bardzo prawdopodobne, że w ten sposób zafundowałam sobie bilet w jedną stronę, który nigdy nie pozwoli mi rozwinąć skrzydeł w tej dziedzinie życia. Ale wiem, że musiałam jej to powiedzieć. Przede wszystkim dlatego, żeby kiedyś zrozumiała co robi źle. W ten sposób dałam jej szansę na obronę, a raczej szansę na zjechanie mnie od góry do dołu.

Wiem, że sama nie zawsze postępuję w ten sposób. Kiedy obgaduję, nie daję ludziom takiej szansy. Stawiam siebie w najbardziej komfortowej sytuacji. Ciągle nam brakuje empatii. Próby postawienia się na miejscu tej drugiej osoby. Za każdym razem, kiedy chcemy coś powiedzieć najpierw musimy przemyśleć, jak poczulibyśmy się wtedy, gdy to co mówimy, ktoś powiedziałby o nas.

Czasem jest ciężko się nie wyżalić, kiedy ktoś nas skrzywdzi i to zrozumiałe. Jednak ważne jest to, by mówić o tym co się stało, ale nie osądzać na tej podstawie człowieka. Nie wydawać opinii, pt: „Ona jest taka, czy taka”.

Jeżeli kogokolwiek jakieś moje zachowanie zraniło, to przepraszam z całego serca. Nie jestem idealna, ale uwaga, Ty też nie jesteś. Nikt z nas nie jest, każdy popełnia błędy. Jeśli jednak ktoś Cię zrani, pamiętaj, że zasługuje na to, by się o tym dowiedzieć. Od Ciebie, nie od kogoś, kto go nawet nie zna.

Śpiew ptaków

Są na ziemi tacy ludzie, którzy różnią się od większości. Czasem to artyści, ludzie sztuki, muzycy, a czasami zupełnie zwyczajni. Jedno ich odróżnia od świata, wrażliwość. Większość ludzi goni za tym, co podaje na talerzu ten świat. Pieniądze. Sukces. Pragnienie przeżycia od pierwszego do pierwszego. Nie wiadomo właściwie po co.

Tymczasem ci wrażliwcy widzą o wiele więcej. Szukają głębi istnienia, głębi ludzkiego stworzenia. Tak, bo ludzie są naprawdę głębokim stworzeniem, studnią bez dna. Każdy ma w sobie kawałek świata, kawałek wieczności, kawałek innych ludzi. Nie potrafią odnaleźć się w tym świecie, zamkniętym w ciasnych schematach, który sprawia, że zaczynają się dusić, nie mogąc żyć tak, jakby chcieli. Ciągłe ograniczenia, zasady, prawa, zwyczaje, to wypada, tego nie.

Świat jest w ruinie. Może się wydawać, że to wszystko kapitalnie funkcjonuje, ale to tylko fasada. Ilu Twoich znajomych ma stany depresyjne? Czy w Twojej rodzinie wszyscy żyją w zgodzie? Sypiasz spokojnie, nie martwiąc się o to, co przyniesie jutro? Wszędzie się mówi o radości z życia, o tym że wszystko jest w zasięgu ręki. I wystarczy ją wyciągnąć, by dostać to, czego nam potrzeba. Czy faktycznie potrzebujemy kolejnych telefonów, kosmetyków, kolejnych chwilowych przyjemności?

Tymczasem oni są jak śpiew ptaków. Ptaki śpiewają cały czas. Tylko pytanie, czy ktokolwiek ich słucha?

Sztuka mówienia prawdy

Bardzo ciekawie zaczyna się dzisiejsza ewangelia. Jak zwykle Pan Jezus powie jedno dobitne zdanie, a można na jego podstawie napisać kilka książek.

„Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie.”

Czy zawsze powinniśmy mówić ludziom prawdę? Czy zawsze musimy być do końca szczerzy? Wydaje się oczywiste, że tak. Problem tworzy się wtedy, kiedy wybiegamy w przyszłość, zastanawiając się nad skutkami tego, co zostanie powiedziane. Czasami prawda może kogoś załamać. Prawda może kogoś przygnieść, albo prawda może kogoś popchnąć do złej decyzji.

Dobry przykład stanowią tutaj rodzice, którzy adoptują małe dziecko. Musi minąć trochę czasu, zanim się o tym dowie, aż do tego dojrzeje. A czasami nie dowiaduje się nigdy.

Prawda wyzwala, jak mówi Jezus w innym miejscu, ale dzisiaj przestrzega nas przed mówieniem jej komuś, kto nie jest na to gotowy. Bo jeśli ktoś nie chce być wolny, nie przyjmie prawdy. Musimy dobrze przemyśleć, czy wyznanie komuś prawdy jest faktycznie potrzebne. Często kierujemy się swoją potrzebą „wyrzucenia” czegoś z siebie. Myśląc, że szczerość jest ponad wszystko, rzucamy słowa bez przemyślenia. Chyba każdy doświadczył tego, że przynosi to inny efekt niż oczekiwany.

Mówię zielone, brzmi żółte, słyszysz czerwone. Każdy człowiek patrzy na rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy. Możliwe, że znasz prawdę, ale jego perspektywa może ją zniekształcić w taki sposób, że nigdy jej nie przyjmie.

Wyjściem z sytuacji jest oczywiście Boża mądrość, która kieruje nami zawsze w dobrą stronę. Zanim postanowisz wyznać komuś prawdę powierz sprawę Bogu, a On nie pozwoli Ci zbłądzić.

Piękna i Bestia

Właśnie obejrzałam końcówkę filmu King Kong, zapewne dobrze wam znanego. Wcześniej widziałam tylko fragmenty, dzisiaj tak się wkręciłam, że obejrzałam do końca, a przy okazji się zainspirowałam.

Pierwszy podstawowy wniosek, jaki każdy człowiek powinien z tego filmu wyciągnąć, widząc główną bohaterką, która ugania się za małpą cały czas próbując ją ocalić i z nią zostać, jest taki, że kobiety są ostro porąbane. Jeśli jeszcze tego nie wiedzieliście, to już wiecie.

Ale jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to wszystko zaczyna mieć sens. Kobiety kochają bestie.

Jak można kochać bestie? Które są okrutne, niszczycielskie, które zabijają wszystko co spotkają na swojej drodze. Otóż, drodzy panowie, każdy z was ma w sobie taką bestię, niektóre po prostu śpią. Albo są na środkach odurzających, jak King Kong w teatrze. Ta bestia to wszystko co was ciągnie do zła, każdy odruch nienawiści, każdy upadek z którego nie wstajecie, każda wasza rana, która jest niezagojona. Niektórzy zaczynają z tym po prostu żyć i stają się kimś strasznym.

Jednak w tym wszystkim jest coś, co kobiety pociąga. To ogromna siła, która tkwi we wnętrzu bestii i sprawia, że jest ona nie do pokonania. I jedynie ta siła może dać kobiecie prawdziwe bezpieczeństwo nawet szczycie najwyższego budynku Nowego Jorku.

I co wtedy się dzieje?

W bestii wszystko się zmienia. Nie interesuje jej już jej własny los, powinna gdzieś uciec, ale tkwi na tym dachu, pod ciągłym ostrzałem. Chce tylko zostać z nią jak najdłużej. Bo tylko ona patrzy na niego z tak wielką miłością, tylko ona widzi w nim dobro.

Ostatnie zdanie filmu brzmi: „To nie samoloty. To piękna zabiła bestię.” W istocie. Kiedy w życiu mężczyzny pojawia się kobieta, wypełnia jego życie dobrem i pięknem. Sprawia, że on się zmienia. I że przestaje być bestią, ale dla niej staje się kimś wspaniałym. Jej miłość budzi w nim miłość i odwrotnie. Bestia ginie, a na jej miejscu pojawia się prawdziwy mężczyzna. Który wie, co to znaczy kochać.

Idź i ty czyń podobnie!

Chyba wszyscy znamy anegdotkę o człowieku, który będąc w rozterce i nie wiedząc, co ze sobą zrobić, zapytał Pana Boga o swoje życie. Otworzył Pismo Święte a tam fragment: „I poszedł Judasz się powiesić”. Zdziwiony postanowił otworzyć jeszcze raz i zobaczył: „Idź i Ty czyń podobnie”. Dał Bogu jeszcze jedną szansę, a On na to: „Co masz czynić, czyń prędzej…”.

Każdy z nas miał kiedyś problem z tym, jak zinterpretować słowo, które otrzymaliśmy od Boga. Niektóre fragmenty potrafią płatać figle: warstwa dosłowna jest zupełnie inna niż znaczeniowa. Pismo Święte jest bardzo złożonym „tworem”. To nie tylko słowa czy przykazania, które daje nam Bóg, ale też kompendium wiedzy o kulturze Izraelitów czy o starożytnym świecie, w którym żył Chrystus. Pewne treści stają się zrozumiałe dopiero po przestudiowaniu mnóstwa komentarzy i opisów tych zjawisk. Przede wszystkim jednak pamiętajmy, że jego celem jest głoszenie prawdy o zbawieniu. Już ten fakt nadaje naszym rozważaniom odpowiedni kierunek.

Jak więc odnaleźć się w Piśmie Świętym, kiedy nie jesteśmy studentami teologii czy nuncjuszem apostolskim?

Ze swojego doświadczenia wiem, że pomagają w tym dwa środki. Pierwszy z nich to Duch Święty, drugi to zdrowy rozsądek. Jak jest napisane w rozdz. 10 Dziejów Apostolskich: „Bóg naprawdę nie ma względu na osoby”. Nie muszę być kimś wielkim i wybitnym, aby otrzymać światło Ducha Świętego, wystarczy więc o Niego poprosić. Każdy fragment będzie brzmiał wtedy zupełnie inaczej. Duch Święty od wieków jest mądrością Kościoła. Może więc pomóc nam w rozeznaniu woli Bożej w naszym życiu. Przed każdym fragmentem poprośmy o Jego pomoc, a wtedy wszystko stanie się prostsze.

Co nam natomiast podpowiada zdrowy rozsądek? Nie oszukujmy się. Zły często chce zamieszać w naszej relacji z Bogiem i może nawet podszywać się pod Niego przez Pismo. Bóg jest nieskończonym dobrem i tylko i wyłącznie ku dobru nas kieruje. Jeśli czytam fragment o zemście i wydaje mi się, że Bóg nakłania mnie do zemsty, jestem w wielkim błędzie. W takich momentach przypomnijmy sobie podstawy naszej wiary i zasady, którymi się kierujemy, a to pomoże nam rozeznać,czy dobrze rozumiemy to, co właśnie przeczytaliśmy lub usłyszeliśmy.

Warto czytać codziennie słowo Boga, a przez nie poznawać Go i uczyć się Jego miłości. I zaufać, że jeśli powierzymy wszystko Jego opatrzności, nie zabłądzimy na ścieżce życia.

 

Im mniej masz, tym lepiej dla Ciebie

Jedni ludzie mają więcej, drudzy mniej. I nie chodzi mi tylko o jakieś kwestie materialne. Jedni mają przyjaciół, inni są samotni. Są ludzie w związkach, są samotni. Niektórzy osiągają sukcesy w życiu zawodowym, w nauce. A Ty? Ile masz?

Często zazdrościmy tym, którzy mają to, czego my nie mamy. Sama jestem czasami w takiej sytuacji. Dzisiaj zastanawiając się, po co kumulują się we mnie takie uczucia, do ich bezsensu przekonała mnie pewna myśl. A co będzie, jeśli to stracą?

Wszystko jest super, dopóki coś posiadasz. Dopiero kiedy to tracisz, okazuje się, że jesteś od tego uzależniony w pewien sposób. Można sobie powtarzać, że jesteśmy wolni, ale mimo wszystko rzeczywistość która nas otacza robi sobie z nas żarty i omamia podświadomie.

Wolność jest tym większa, im mniej masz. Nie mam teraz na myśli tego, by idąc w ślady cyników zamieszkać w beczce i wyrzec się całego świata. Ale śpij spokojnie, nie martwiąc się o to, czego nie masz. Lepiej czegoś nie mieć i zachować równowagę, niż być na szczycie i nagle mocno upaść, tracąc to co posiadamy.

Nadgryziona czekolada

Wczoraj usłyszałam od kogoś, że jeśli dziewczyna idzie do ślubu nie bedąc dziewicą, to trochę tak jakby dać komuś w prezencie nadgryzioną czekoladę. Dzisiaj, myśląc sobie jak bardzo trafna była to metafora, stwierdziłam, że takich nadgryzionych czekolad jest więcej.

Każdy z nas w założeniu jest pewną całością, na samym początku swojego istnienia (ten początek można umiejscowić gdzieś w Bożym zamyśle). Przychodząc na świat jesteśmy z każdej strony wystawieni na wyzwania, sukcesy, porażki i relacje z innymi ludźmi. Jedne nas budują, inne niszczą.

Kiedy dochodzi do momentu, w którym zaczynamy budować poważne relacje, w miłości czy przyjaźni, jesteśmy już złożeni z wielu nadgryzionych czekolad. Każdy z nas ma jakieś swoje przejścia, zranienia, jakieś dziwactwa.

I nie jest to coś złego, może wiele tych nadgryzień to efekt naszych błędów, zupełnie świadomych, ale niektóre absolutnie nie. Nie jest to ważne, w ilu miejscach jesteś nagryziony.

Każdy chciałby dostać całą czekoladę. Najlepiej jeszcze ładnie zapakowaną. Ale jeśli będziemy w ten sposób szukać, być może nigdy nie zasmakujemy tej czekolady. Nie warto więc oceniać drugiego człowieka, nie mając pojęcia o tym, co czuje, co się z nim dzieje, co na niego wpłynęło. Zamiast poznać smak czekolady, zostawimy na niej tylko kolejne nadgryzienie.

Przejdź do paska narzędzi