Zacznij!!!

Padło ostatnio w pewnym miejscu takie stwierdzenie:

Kobieta nie jest w stanie być w pełni szczęśliwa bez mężczyzny. Mężczyzna jest dla niej źródłem radości i wsparcia.

Pomyślałam: no to jesteśmy skończone…chyba że…

CHYBA, ŻE ZACZNIECIE! Być, działać, zdobywać, mówić, żyć!

Bo większość z Was, drodzy Panowie, gdyż do Was się zwracamy, siedzi w ogrodzie rajskim za krzakiem i bawi się z całym światem w chowanego. A co się dzieje bez Was?

No skoro jesteście dla nas, kobiet, źródłem szczęścia, bo przecież to dla Was zostałyśmy stworzone, no to właśnie możemy sobie popatrzeć jak cały świat legnie w gruzach, zasypany marazmem i śmiesznością. Dlatego, że Was pop prostu nie ma!!!

No dobrze, mały opieprz jest, teraz do rzeczy 🙂

Kochani! Nie jesteśmy mężczyznami, ale jakoś tak się składa, że dobrze, czasami nawet za dobrze, wiemy jak to z Wami jest.

Otóż, toniecie w swoich grzechach, chcecie z nich wyjść, ale nie macie siły, motywacji, a gdy się zakochujecie, zamiast zdobyć ukochaną serca, przylepiacie sobie łatkę nieszczęśliwie zakochanego romantyka.

Wiecie co? Mamy Was serdecznie dość!

Po pierwsze: Uświadom sobie kim jesteś! Wyobraź sobie świeżutko stworzony świat, pląsają sobie zwierzątka, wszystko jest piękne, nic nie burzy niesamowitego pokoju jaki ogarnia ziemię. I nagle Bóg stwarza… Ciebie. Dobrze wiedział jak to będzie, że zaraz wszystko się zawali, że wtargnie zło na ten piękny świat, że będziesz słaby i grzeszny, że trzeba będzie Cię zbawić, a mimo to, stworzył Ciebie. Dlaczego? Dlatego, że bez Ciebie Jego istnienie nie ma sensu, bo Bóg jest Miłością, a Miłość nie jest Miłością jeśli się sobą nie dzieli. I Bóg chciał się sobą podzielić, jeszcze bardziej. Z Tobą.  Dlaczego? Dlatego, że jesteś mężczyzną i dlatego, że Bóg wie, że na Ciebie może liczyć, że to właśnie Ty możesz zaopiekować się kobietą. Kobietą, która jest w Jego oczach najcenniejszym i najpiękniejszym stworzeniem. To co najcenniejsze trzeba chronić i właśnie Ty, tylko Ty możesz to uczynić!

Meżczyzna: hmm no nie wiem…

To się kurna dowiedz, że masz wszystko czego nam trzeba, przestań myśleć, że w każdej sprawie nawalasz, że się do tego i tamtego nie nadajesz, że nie jesteś kompetentny, że nie znasz się na relacjach i uczuciach, DOŚĆ, MASZ TO CO TRZEBA BO STWORZYŁ CIEBIE BÓG! A Bóg nie stworzył jakiegoś tam Adasia, tylko wspaniałego Adama który jest doskonały! Zmień myślenie i koniec tematu.

Po drugie: Uświadom sobie kim nie jesteś! Nie jesteś pierdołą, maminsynkiem, idiotą, lovelasem, siłaczem, nerdem, nołlajfem, słodziakiem, misiaczkiem, pulpecikiem…

Po trzecie: Zacznij działać! To co najważniejsze, jeśli jesteś Synem Boga, to warto mieć kontakt z Ojcem, więc zacznij w końcu się modlić, zacznij się zanurzać w relację z Nim. Na ostro, mów różaniec, eucharystia, jak najczęściej się da, Pismo Święte niech będzie Twoją codzienną lekturą. IDŹ DO SPOWIEDZI! NIE BĄDŹ TCHÓRZEM! Bez Niego nie dasz rady. Zacznij walczyć! Walczyć ze swoim grzechem, ze swoją słabością. Nie jesteś mężczyzną jeśli nie walczysz! I zacznij zdobywać. Najpierw zdobądź siebie, poznaj swoje wnętrze, swoje powołanie. Zdobądź siłę, ale tę prawdziwą, która pochodzi od Boga, która sprawi, że NIC absolutnie NIC  nie będzie dla Ciebie niemożliwe! I jeśli taki jest cel Twojego powołania, zdobądź Kobietę. Staraj się o nią, każdego dnia swojego życia, wypełniaj je walką, pokonuj samego siebie, coraz bardziej i bardziej.

Pamiętaj, że kobieta nie będzie bez mężczyzny szczęśliwa. Zawsze masz wybór, możesz nie zrobić nic. Ale możesz też wszystko zmienić.

Aż w końcu zauważysz, że Twoje życie ma jednak sens.

 

4 komentarze do “Zacznij!!!”

  1. Tekst trafia w sedno, przyznaję. Warto jednak zwrócić uwagę na pewien szczegół. Otóż to wszystko to tylko i wyłącznie teoria. Czysta teoria. Praktyka, czyli życie, weryfikuje sprawy zupełnie inaczej. Trzeba spojrzeć na całość troszkę szerzej.
    „Masz wszystko czego nam trzeba, przestań myśleć, że w każdej sprawie nawalasz, że się do tego i tamtego nie nadajesz, że nie jesteś kompetentny, że nie znasz się na relacjach i uczuciach. Uświadom sobie kim nie jesteś! Nie jesteś pierdołą, maminsynkiem, idiotą, lovelasem, siłaczem, nerdem, nołlajfem, słodziakiem, misiaczkiem, pulpecikiem”
    Ktoś w tekście przedstawił iście bajkowy klimat. „Mężczyzno, zdobądź się na odwagę. Jesteś stworzony dla kobiety, ona jest stworzona dla ciebie. Masz wszystko, czego ona potrzebuje, niczego się nie bój. Skończ się chować. Bo czeka na ciebie niewiasta, która by być w pełni szczęśliwa potrzebuje właśnie ciebie. A ty niczym się nie martw, masz wszystko, co potrzebujesz, by z nią żyć”.
    I całość, jakby nie było, jest prawdą. Ale tak jak wspomniałem trzeba na ten problem spojrzeć trochę szerzej.

    Rzeczywistości nie da się zakłamać i wszyscy dobrze wiemy, że każdy z nas ma jakieś swoje wady itp. itd. Każda trzeźwo myśląca osoba, zaczynająca na poważnie myśleć o związku z drugą osobą, będzie sobie z czasem zadawać pytania o ewentualną wspólną przyszłość, coraz więcej pytań (i nie ma się co oszukiwać – tak powinno być!).
    Weźmy na tapetę moją skromną osobę. Stosunkowo młody, niby całkiem fajny gość (na podstawie opinii innych osób). Nigdy nie miałem dziewczyny (być może to właśnie okazało się moim życiowym błędem, popadłem i wciąż popadam w różne fobie z tym związane), po prostu nie chciałem mieć, bo uważałem, że jeszcze nie czas, że w sumie nie jest mi to potrzebne. Byłem zakochany w pewnej cudownej niewieście, a jakże. W sumie to cały czas jestem.
    W tym momencie można by powiedzieć, że jestem typowym przedstawicielem rodzaju męskiego, ukazanym w tekście : „[…]gdy się zakochujecie, zamiast zdobyć ukochaną serca, przylepiacie sobie łatkę nieszczęśliwie zakochanego romantyka[…]”. No i tak się składa, że wcale tak nie jest! Przytłaczają mnie pytania o byt z drugą osobą oraz inne fobie, generalnie strach przed daną sytuacją (jako facet nie lubię porażek). Po pierwsze: mam pełno swoich wad. Ot, pierwsza z brzegu – jestem strasznym nerwusem, narwańcem, szybko staję się bardzo agresywny. I co? Jako myślący gość muszę zadać sobie pytanie co będzie, gdy ożenię się z jakąś niewiastą (od razu przeskakuję do małżeństwa, gdyż w okresie „chodzenia ze sobą” istnieje tendencja do podświadomego ukrywania swych wad). Jak się ożenię to nagle mi to zniknie? Skądże! Warto jeszcze wziąć pod uwagę fakt, że postronne osoby widząc moją agresję stwierdzają, że jak się nie zmienię to ciężko będzie mi żyć z drugą osobą. One też dokładają swą cegiełkę do całej tej budowli.
    Drugi przykład, tym razem dotyczący jednej z moich fobii. Jak już wspomniałem nigdy z nikim nie byłem. Jak to jest być z drugą osobą? Co mam robić, jak się zachowywać? Nie lubię nowych sytuacji, nieznanych, w których nie wiem jak się zachować. Być może jestem słabo przygotowany do życia. Generalnie nie lubię porażek. A już na pewno takich, na które patrzy druga osoba.

    Ktoś powie: pier****sz bzdury, ogarnij się, twoje problemy to żadne problemy. Być może. Ale mnie one blokują, a ja nie potrafię sobie z nimi poradzić. Ot, takie sobie błędne koło.
    Kto inny powie: ewidentny brak Boga. Skądże! Stawianie sobie tego typu pytań to wg mnie nieodłączna część życia każdego trzeźwo myślącego człowieka, a już na pewno katola (którym oczywiście jestem)! Myśli po prostu nie da się wyeliminować.

    I co? Nie jest tak kolorowo jak bym chciał, a jak jest to przedstawione w tekście. A opisałem 1/10 tego, co mógłbym napisać. Dlatego trzeba być również realistą, w każdej sytuacji. Nie ma wyjątków.

    Wszystkiego dobrego.

    1. Wspaniały mężczyzno, który uraczyłeś nas swoim komentarzem!
      (To absolutnie nie jest ironia!).
      Wcale, a wcale nie jest tak, że Twoje problemy to bzdura, Twoje problemy są naprawdę poważne, zwłaszcza, jeśli to co opisałeś jest 1/10.
      Pierwsze pytanie, jakie trzeba sobie zadać, to pytanie, o pewność Twojego powołania, czy jesteś pewien, że właśnie małżeństwo jest Twoją drogą życiową, czy może jednak niekoniecznie. Jeśli na to pytanie masz odpowiedź i jest ona twierdząca, możemy przejść dalej, jeśli nie, należy to naturalnie rozważyć. Bo gdybyś na przykład jednak miał zostać księdzem to wiele zmienia.
      „Byłem zakochany w pewnej cudownej niewieście, a jakże. W sumie to cały czas jestem.”
      To jest coś co najbardziej rusza kobietę, czytającą Twoją wypowiedź. Jeśli jesteś w niej zakochany, to jasnym jest, że zapewne dalej snujesz marzenia o związku, do którego, uważasz, że nie jesteś zdolny. A nawet jeśli uważasz, że jesteś, to są sprawy, z których wyjście jest syzyfową pracą.
      Jeśli chodzi o brak związku, uważam, że jest to strasznie trudna kwestia, znam ten ból zmiany sytuacji, dla mnie nawet, kiedy nauczycielka kazała mi się przesiąść było bolesne, bo musiałam się przyzwyczaić do nowego miejsca. Takie fobie jesteśmy w stanie przełamać tylko przez bardzo radykalne postępowanie. Trzeba po prostu zacząć to robić, zacząć się z kimś spotykać, nawiązywać coraz głębszą relację i wejść w związek, jeśli faktycznie tego chcesz. Nie ma innej drogi. Tak samo jak lęk przed pająkami leczy się kładąc takiej osobie tarantulę na rękę. Do takiego kroku trzeba jednak przeogromnej odwagi.
      Co do innych wad. Pan Bóg obdarzył Cię pięknym brzemieniem, prawdziwe kobiety kochają prawdziwych mężczyzn, a prawdziwi mężczyźni są porywczy i nieobliczalni. To tylko moje osobiste zdanie, ale twierdzę, że kobieta powinna się odrobinkę bać swojego mężczyzny, wtedy będzie go szanować. Ale. Jeśli to idzie w złą stronę to niekoniecznie jest świetnie. Zwłaszcza, jeśli źle się z tym czujesz (akurat co do tego, co mówią inni, olej to, nieważne co ludzie gadają). Każdy z nas ma wady, jedni mają problemy z nerwami, inni z nieczystością, my kobiety mamy milion kompleksów, nie potrafimy rozmawiać o tym co nas boli. A małżeństwo nie jest miejscem, w którym mamy być idealni, absolutnie. Małżeństwo jest właśnie po to, by przez całe lata z tymi wadami walczyć i tym sposobem dążyć do świętości. Moja babcia mi mówiła, że całe życie z dziadkiem do siebie „docierali”. I do końca życia nie dotarli, dziadek zmarł, a babcia wciąż wspomina jego wady, z którymi oboje zmagali się całe wspólne życie. Ale kochała go i pielęgnowała jak mogła, szczególnie przez ostatnie parę lat, gdy był przykuty do łóżka. Życie to nie jest bajka, choć w naszym tekście perspektywa bajkowa faktycznie trochę się wkradła. Ale gdyby nie ona, nie mielibyśmy ideałów, a czy nie właśnie one pobudzają nas do tego, by się zmieniać? Czy nie one czynią nas kimś więcej od zwierząt?
      Co do tej dziewczyny, jak to ująłeś cudownej niewiasty, powtórzę z tekstu, zdobądź ją. Jeśli wciąż ją kochasz, i piszesz o niej tutaj, znaczy, że jest wiele warta. Zwłaszcza dla Ciebie. Po prostu obudź się jutro rano i bądź innym człowiekiem. Człowiekiem należącym do Boga, dla którego nie ma nic niemożliwego.
      Pozdrawiam serdecznie, obiecuję modlitwę!

  2. Dzięki za odpowiedź (generalnie za kobiecy głos w tej sprawie). Tego, że chcę stworzyć związek z kobietą i trwać w nim do końca swych dni jestem pewien bardziej, niż czegokolwiek innego w moim życiu.
    Generalnie uważam, że głównym powodem moich problemów jest po prostu brak choćby próby bycia z kimś w przeszłości. Gdy patrzę na dzisiejszych nastolatków, z jaką łatwością przychodzi im wiązanie się z drugą osobą i zrywanie z nią, z jednej strony jest mi ich żal. Całują się, uprawiają seks, nie mają z niczym problemu ogółem traktując się dość przedmiotowo, udając przed światem wielkie zakochanie, a tymczasem to wszystko to tylko pozory i nie ma w tym większego sensu. Ale z drugiej strony, gdy spojrzę na swoją skromną osobę, robi mi się żal samego siebie. Nigdy nawet nie próbowałem być z drugą osobą. Oczywiście nie twierdzę, że wyżej wymienione zachowania pewnej części młodzieży są dobre, wręcz przeciwnie, jednak ja najprawdopodobniej popełniłem gigantyczny błąd chcąc między innymi chronić siebie i inną osobę przed tego typu postępowaniem, za co płacę teraz i będę płacił w kolejnych latach. No, ale na to nie ma rady. Tak zostałem wychowany (z czego zresztą ogromnie się cieszę), jestem jaki jestem. Trzeba zaakceptować taki stan rzeczy i zwyczajnie któregoś dnia się przełamać, zerwać blokadę i spróbować. Będzie to trudne, ale należy zrobić krok do przodu, zdaję sobie z tego sprawę.
    Pozdrawiam.

    1. Myślę, że masz bardzo pozytywne podejście, choć jak już pisałam problem jest poważny (moim zdaniem nasze problemy emocjonalno-psychiczno-duchowe to najgorsza działka). Jestem pewna, że dasz radę, trzeba tylko się odważyć. Pamiętaj, że seks między młodymi nastolatkami bez ślubu, a potem rozstanie powoduje totalne spustoszenie duchowe i zranienia na całe życie. Wkraczanie w najdelikatniejszą intymną strefę bez gotowości na to jest po prostu duchowym przestępstwem. Wystarczy posłuchać konferencji księdza Szustaka, który o tym dużo mówi. Więc uważam, że o wiele lepiej skończyć tak jak Ty, niż właśnie tak jak ci młodzi, których opisywałeś. I jestem pewna, że finalnie skończysz bardzo szczęśliwy! I tego Ci życzę!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *