Gdzie ci mężczyźni…

Na na na na na…

Właśnie przed chwilą obejrzałam całkiem przyjemny film, zatytułowany „Love, Rosie”. Niestety wnioski z niego nie są takie przyjemne.

Po pierwsze, przepraszamy za tak długą ciszę, zapomniałyśmy, że mamy bloga.

Po drugie, meritum. Zachęcam do obejrzenia tego filmu, bo mimo że jego treść nieco mija się z wartościami i rzeczywistością chrześcijan, pokazuje ważną prawdę. Prawdę dla kobiet i mężczyzn.

Nie ma nic gorszego w Twoim życiu niż rezygnacja z marzeń, niż godzenie się na bylejakość. Nie ma nic gorszego niż związek, który ma zdławić myślenie o ukochanej osobie, nic gorszego niż robienie czegoś, czego się nie chce, bo inni nam każą. To co piszę jest cholernie idealistyczne, mam tego świadomość. Ale znam ludzi, którzy są naprawdę szczęśliwi, bo walczyli o swoje. I wiem, że każdy z nas może.

Najpierw do mężczyzn. Obudźcie się! Każdy liść na wietrze, każda strona książki, każda cząstka kobiecego serca mówi Wam, możecie wszystko. Zacznijcie słuchać głosu świata, który jest dziełem Boga, On chce napełnić Wasze dusze nadzieją, że kobieta Waszego życia, nawet jeśli nie jest na wyciągnięcie ręki, jest dla Was przeznaczona! Przestań się bać, że Cię odrzuci, raz, drugi, piąty, że ją zranisz (toć każdy z nas popełnia błędy, po to się jest z kimś, żeby się uczyć przebaczać!), że nie będziesz idealny, a ona Ci się wydaje być. Nikt nie jest, a trzeba pracować nad sobą! Nie chcę teraz truć, chcę tylko by chociaż jeden facet z tych wszystkich co to przeczytają, uwierzył w siebie i dał szczęście kobiecie, której tylko on może je dać. Jak Alex dał w końcu Rosie. Tylko że najpierw musieli się oboje trochę przemęczyć w nieszczęśliwych związkach, bo… No właśnie i tutaj każda zdrowo myśląca kobieta ma ochotę zarąbać Alexa, bo zamiast się postarać o Rosie, wolał zastąpić ją sobie jakąś tępą dzidą. I udawać, że jest szczęśliwy. A ona zaczęła robić to samo. Chodzi o to, kochani mężczyźni, że to WY jesteście odpowiedzialni! Wiem, że lipa, ale my rodzimy dzieci i to też nie jest super. Więc zacznijcie walczyć, nie tylko o nas, ale też o siebie.

A teraz do kobiet. Nie masz faceta? Albo Twój chłop się nie stara i nie jesteś z nim szczęśliwa? A ile się modlisz za swojego faceta, czy to przyszłego, czy obecnego? Skąd on ma mieć siłę, skąd motywację do zmian, kiedy nie ma skąd czerpać? Ty jesteś ezer kenegdo, (google Ci wytłumaczą jak nie ogarniasz), Ty masz być jego podporą! I przede wszystkim, oprócz wspierania musisz wymagać, aby on wiedział, że potrzebujesz więcej. Nie paplać nad uchem jak żona po 30 latach małżeństwa, nie obrażać się co 5 sekund, tylko stawiać konkretne zadania i oczekiwać ich spełnienia, oplatając to ciągle nieustanną modlitwą, a także wiarą w jego możliwości.

Chyba się trochę rozpisałam, tym bardziej mam wielką nadzieję, że komukolwiek coś to da.

Generalnie kocham ludzi, i każde słowo, które piszę, po pierwsze piszę dla Boga, po drugie, żebyście może w końcu zauważyli, że chyba fajnie być spełnionym, szczęśliwym człowiekiem. Bo jest fajnie. I bo możesz. Bo: „Wszystko mogę  w tym, który mnie umacnia”!

Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *