Ateista – na celowniku

Chyba każdy chrześcijanin spotkał się kiedyś z kimś, kto nie wierzy w Boga. Ale to jeszcze nic, większość z nas spotkała ludzi, którzy kochają dyskutować na temat Jego istnienia.

Zalewają pytaniami, rzucają argumenty, czasami, (choć nie zawsze, nie ma co szufladkować) wyśmiewają wiarę. Spotkałam w swoim życiu dość sporo takich osób, a że jestem wygadana i lubię stawiać na swoim to chętnie w takie debaty się mieszałam. Często były to rozmowy bezskuteczne, ale zwykle kulturalne. Ateiści są różni, jedni nienawidzą Boga, uważają istnienie Kościoła za największą katastrofę ludzkości, inni akceptują, wątpią, szukają.

Swoją drogą, a propos tych walczących z Bogiem, zawsze mnie zastanawiało, po co obrażać kogoś, kto nie istnieje…

Ale do rzeczy. Pewnie każdy z nas próbował kiedyś w takiej dyskusji UDOWODNIĆ istnienie Boga. Wiadomo, że katolicy znają multum argumentów i niektórzy bardzo celnie ich używają. Wydaje się, że jest to bez sensu, dlatego że przecież wiara nie opiera się na wiedzy i dowodach, bo gdyby tak było, to nie moglibyśmy tego nazwać wiarą. Ale nie do końca. Bo choć jest to prawdą, że wiara właśnie na tym polega, że uważamy, że Bóg istnieje, chociaż go osobiście (chyba że ktoś miał objawienie), nie spotkaliśmy, to dowodów na istnienie Boga trochę jest. Jeśli zliczyć wszystkie uzdrowienia, świadectwa, cuda eucharystyczne, zwrócić uwagę na świat i to że wielu naukowców twierdzi że nie mógł się stworzyć sam, w wyniku przypadku, tylko że ma swojego Autora, to zauważyć można, że wiara w Boga jest nawet racjonalna.

A jednak. Nie wierzą.

I właśnie o tym dzisiaj myślałam. Że tak bardzo, strasznie, okropnie mocno boli mnie to, kiedy ktoś ma gdzieś Boga i nie chce Go w swoim życiu, bądź też po prostu uważa, że Go nie ma. I myślałam: „Boże, tyle mówię o Tobie, takich życiowych przykładów, świadczę też czynem o tym co mówię, nikogo nie zmuszam, opowiadam, słuchają, ale nic to nie zmienia, to co ja mam zrobić?!” A Bóg na to, że przecież On sam pokazuje ludziom że istnieje. Że udowadnia to, chociażby przez mnożące się cuda eucharystyczne, przez całe stworzenie, przez to że wypełnia się Pismo. On sam próbuje przekonać ludzi, że istnieje. Skoro więc On nie jest w stanie, to co ja mogę zrobić. Odpowiedź jest prosta. Nic.

Nic, z wyjątkiem modlitwy. Oczywiście, Bóg może wszystko. Ale nie może wpłynąć na wolną wolę człowieka i jeśli ktoś nie chce w Niego uwierzyć, to nie uwierzy. I jeśli wszechmocny Bóg go nie przekona, to nie łudź się, że Ty to zrobisz. Nie dlatego, że nie warto kogoś przekonać, bo warto; nie dlatego że jesteś głupi i nie umiesz, bo umiesz; ale dlatego, że każdy ma wybór. Zawsze warto rozmawiać. O Bogu, o życiu. Ale nie warto zadręczać się misją nawracania wszystkich wokół. Bo nie da się pokazać ludziom prawdy, kiedy mają zamknięte oczy.

Dobrej nocy! Z Bogiem!

4 komentarze do “Ateista – na celowniku”

  1. według ciebie cudy są dowodem na istnienie boga?
    „Pisarze II wieku nie zajmowali się szczególnie zagadnieniem cudu m.in. z uwagi na to, iż poganie także byli w stanie czynić cuda”
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Argument_z_cudu
    to dlaczego pogadnie też mieli swoje cuda?
    więc równie dobrze mugułby być to dowód na istnienie pogańskich bogów

    1. Szatan nieustannie papuguje Pana Boga – dlatego zdarzają się cuda w różnych religiach. Termin poganie, dla mnie jako studentki etnologii w szczególności, jest maksymalnie nieprecyzyjny, więc proszę o jakiś konkret. Źródłem moich argumentów jest życie, wiec z całym szacunkiem, ale zestawianie go z wiedzą z Wikipedii jest wysoce nie na miejscu. Tak samo jak brak poprawnej ortografii w Twojej wypowiedzi.

Skomentuj Zu Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *