Idź i ty czyń podobnie!

Chyba wszyscy znamy anegdotkę o człowieku, który będąc w rozterce i nie wiedząc, co ze sobą zrobić, zapytał Pana Boga o swoje życie. Otworzył Pismo Święte a tam fragment: „I poszedł Judasz się powiesić”. Zdziwiony postanowił otworzyć jeszcze raz i zobaczył: „Idź i Ty czyń podobnie”. Dał Bogu jeszcze jedną szansę, a On na to: „Co masz czynić, czyń prędzej…”.

Każdy z nas miał kiedyś problem z tym, jak zinterpretować słowo, które otrzymaliśmy od Boga. Niektóre fragmenty potrafią płatać figle: warstwa dosłowna jest zupełnie inna niż znaczeniowa. Pismo Święte jest bardzo złożonym „tworem”. To nie tylko słowa czy przykazania, które daje nam Bóg, ale też kompendium wiedzy o kulturze Izraelitów czy o starożytnym świecie, w którym żył Chrystus. Pewne treści stają się zrozumiałe dopiero po przestudiowaniu mnóstwa komentarzy i opisów tych zjawisk. Przede wszystkim jednak pamiętajmy, że jego celem jest głoszenie prawdy o zbawieniu. Już ten fakt nadaje naszym rozważaniom odpowiedni kierunek.

Jak więc odnaleźć się w Piśmie Świętym, kiedy nie jesteśmy studentami teologii czy nuncjuszem apostolskim?

Ze swojego doświadczenia wiem, że pomagają w tym dwa środki. Pierwszy z nich to Duch Święty, drugi to zdrowy rozsądek. Jak jest napisane w rozdz. 10 Dziejów Apostolskich: „Bóg naprawdę nie ma względu na osoby”. Nie muszę być kimś wielkim i wybitnym, aby otrzymać światło Ducha Świętego, wystarczy więc o Niego poprosić. Każdy fragment będzie brzmiał wtedy zupełnie inaczej. Duch Święty od wieków jest mądrością Kościoła. Może więc pomóc nam w rozeznaniu woli Bożej w naszym życiu. Przed każdym fragmentem poprośmy o Jego pomoc, a wtedy wszystko stanie się prostsze.

Co nam natomiast podpowiada zdrowy rozsądek? Nie oszukujmy się. Zły często chce zamieszać w naszej relacji z Bogiem i może nawet podszywać się pod Niego przez Pismo. Bóg jest nieskończonym dobrem i tylko i wyłącznie ku dobru nas kieruje. Jeśli czytam fragment o zemście i wydaje mi się, że Bóg nakłania mnie do zemsty, jestem w wielkim błędzie. W takich momentach przypomnijmy sobie podstawy naszej wiary i zasady, którymi się kierujemy, a to pomoże nam rozeznać,czy dobrze rozumiemy to, co właśnie przeczytaliśmy lub usłyszeliśmy.

Warto czytać codziennie słowo Boga, a przez nie poznawać Go i uczyć się Jego miłości. I zaufać, że jeśli powierzymy wszystko Jego opatrzności, nie zabłądzimy na ścieżce życia.

 

Im mniej masz, tym lepiej dla Ciebie

Jedni ludzie mają więcej, drudzy mniej. I nie chodzi mi tylko o jakieś kwestie materialne. Jedni mają przyjaciół, inni są samotni. Są ludzie w związkach, są samotni. Niektórzy osiągają sukcesy w życiu zawodowym, w nauce. A Ty? Ile masz?

Często zazdrościmy tym, którzy mają to, czego my nie mamy. Sama jestem czasami w takiej sytuacji. Dzisiaj zastanawiając się, po co kumulują się we mnie takie uczucia, do ich bezsensu przekonała mnie pewna myśl. A co będzie, jeśli to stracą?

Wszystko jest super, dopóki coś posiadasz. Dopiero kiedy to tracisz, okazuje się, że jesteś od tego uzależniony w pewien sposób. Można sobie powtarzać, że jesteśmy wolni, ale mimo wszystko rzeczywistość która nas otacza robi sobie z nas żarty i omamia podświadomie.

Wolność jest tym większa, im mniej masz. Nie mam teraz na myśli tego, by idąc w ślady cyników zamieszkać w beczce i wyrzec się całego świata. Ale śpij spokojnie, nie martwiąc się o to, czego nie masz. Lepiej czegoś nie mieć i zachować równowagę, niż być na szczycie i nagle mocno upaść, tracąc to co posiadamy.

Nadgryziona czekolada

Wczoraj usłyszałam od kogoś, że jeśli dziewczyna idzie do ślubu nie bedąc dziewicą, to trochę tak jakby dać komuś w prezencie nadgryzioną czekoladę. Dzisiaj, myśląc sobie jak bardzo trafna była to metafora, stwierdziłam, że takich nadgryzionych czekolad jest więcej.

Każdy z nas w założeniu jest pewną całością, na samym początku swojego istnienia (ten początek można umiejscowić gdzieś w Bożym zamyśle). Przychodząc na świat jesteśmy z każdej strony wystawieni na wyzwania, sukcesy, porażki i relacje z innymi ludźmi. Jedne nas budują, inne niszczą.

Kiedy dochodzi do momentu, w którym zaczynamy budować poważne relacje, w miłości czy przyjaźni, jesteśmy już złożeni z wielu nadgryzionych czekolad. Każdy z nas ma jakieś swoje przejścia, zranienia, jakieś dziwactwa.

I nie jest to coś złego, może wiele tych nadgryzień to efekt naszych błędów, zupełnie świadomych, ale niektóre absolutnie nie. Nie jest to ważne, w ilu miejscach jesteś nagryziony.

Każdy chciałby dostać całą czekoladę. Najlepiej jeszcze ładnie zapakowaną. Ale jeśli będziemy w ten sposób szukać, być może nigdy nie zasmakujemy tej czekolady. Nie warto więc oceniać drugiego człowieka, nie mając pojęcia o tym, co czuje, co się z nim dzieje, co na niego wpłynęło. Zamiast poznać smak czekolady, zostawimy na niej tylko kolejne nadgryzienie.

„Widzieliśmy Pana”

Pomiędzy Wielkim Czwartkiem a środą, w którą przypada Ewangelia mówiąca o tym jak Jezus objawia się uczniom przy łamaniu chleba jest 5 dni. Uczniowie powiedzili do Jezusa „Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało” – wcześniej opisali wydanie na śmierć i ukrzyżowanie Jezusa. Tak więc czas się mniej więcej zgadza, z tego co mi się wydaje, 5 dni.

Czy Pan Jezus miał swoich uczniów za idiotów? Czy niewystarczająco w Wielki Czwartek im uświadomił, jak ważna jest ta chwila, kiedy ustanawia sakrament Eucharystii? Czy po ledwie pięciu dniach musiał im to przypomnieć, zrobić to jeszcze raz?

A wiemy, że On nie robi niczego bez sensu. Kiedy mówił o Eucharystii 3 razy zaczynał zdanie od „Kto spożywa moje ciało…” Podkreślał to w każdy możliwy sposób. Coraz mocniej uderza mnie to, jak bardzo wysoko stoi Eucharystia w życiu każdego wierzącego człowieka. I sama też w swoim życiu tego doświadczam, że każda obecność na Mszy Świętej jest niepowtarzalnym przeżyciem. Mimo iż wszystko za każdym razem wygląda podobnie, a niejednokrotnie prawie identycznie, zawsze to nowe doświadczenie.

Eucharysia to kawałek nieba na ziemi. To niesamowity moment, kiedy Bóg schodzi na ziemię po raz kolejny i daje nam spożywać samego siebie. Abyśmy czerpiąc z Niego mogli stać się święci. Doceniajmy ten dar, który Jezus nam zostawił. To najpiękniejszy prezent jaki daje nam codziennie. Bez wyjątku. Znajdźmy czas dla Jezusa, Msza Święta w tygodniu trwa w niektórych kościołach nawet 25 minut. To bardzo nie wiele z naszych 24 godzin. A mamy okazję w tym któtkim czasie zobaczyć się z żywym Bogiem.