Życie z perspektywy talerza

Niby jestem biały, więc można stwierdzić, że mam w życiu szczęście. Wiadomo, że nie każdy talerz jest biały. A ja jestem. Ale cóż, nie bądźmy rasistami, nie zmienia to faktu, że moje życie nie jest takie łatwe jak się wydaje.

Poznałem ją kilka miesięcy temu. Na początku widywaliśmy się tylko raz na jakiś czas, była daleko, potem nasza relacja nabrała tępa. Wiem, że w jej oczach jestem najlepszy. Bo szybko wysycham, bo jestem szczupły i można mnie fajnie poustawiać, bo nie robię problemów tak jak miski. Czuję to w jej dotyku, gdy delikatnymi paluszkami przeciera mnie ścierką. W jej spojrzeniu, gdy wnikliwie sprawdza, czy jestem już całkiem suchy, czy jeszcze musi mnie poprawić. Lubi moje ciepło, gdy wychodzę prosto ze zmywarki. Nie  musi mnie segregować, tak jak sztućce, nie musi polerować jak szklanki. Prostotę, lubi moją prostotę.

Nie lubię gdy na zmywak przychodzą kelnerki. One nie zwracają na mnie żadnej uwagi. Przychodzą, wychodzą, jakby zmywanie nas było tylko przykrym dodatkiem. A ona robi to z pasji. Gatunek na wymarciu. Ale nie jest doskonała. Już kilka razy… Trudno o tym pisać, ale czasem, przez nieuwagę oczywiście, bo nigdy bym jej nie posądził o celowość, ale nieraz, coś, ktoś wypada jej po prostu z rąk. Strata zawsze jest bolesna. Ale wiem, że się stara, tylko, że zawsze jest ryzyko. Ryzyko, że kiedyś upuści mnie…

6 myśli nt. „Życie z perspektywy talerza”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *