Archiwum kategorii: Bez kategorii

Święta, święta, co po świętach?

Przez kilka ostatnich dni przeżywaliśmy najważniejsze święta dla Chrześcijan. Przez czterdzieści dni postu każdy z nas starał się przygotować do tego czasu, zmienić coś w swoim życiu. A teraz znowu, jak co roku, wracamy do normalności. Trzeba pozjadać wszystkie ciasta i sałatki. Trzeba wrócić do pracy, czy szkoły.

Co zrobić, żeby ten czas nie był taki sam jak co roku? Żeby TE święta faktycznie coś zmieniły w naszym życiu?

Celem świętowania Wielkanocy jest zrozumienie, że zostaliśmy zbawieni. Że Jezus odkupił nas z grzechu, umarł za nas, abyśmy mogli żyć wiecznie. Ale tak naprawdę, mało nas to obchodzi. Nie dlatego, że mamy gdzieś Jezusa, czy coś. Ale nasze życie jest momentami tak trudne, że nie jesteśmy w stanie tego dostrzec. Jesteśmy tak uwikłani w problemy, tak zabiegani, że nawet jeśli w te święta chcieliśmy przeżyć tajemnicę zbawienia człowieka, to być może ta prawda przeszła obok nas niezauważona.

Zbawienie będzie wtedy, kiedy pozwolisz Jezusowi naprawić swoje życie. Kiedy pozwolisz Mu wejść w swoją codzienność. Ludzie mi mówią „moje życie jest do dupy”.  Albo „mam już tego dość, ile można”. I ja też czasami nie mam już siły. Ale wtedy uświadamiam sobie, że to krzyż. Krzyż, który jest drogą do Niego. Bo On właśnie na krzyżu oddał za nas życie.

Jeśli chcesz coś zmienić w swoim życiu, to weź ten krzyż który Bóg Ci daje i uwielbiaj Go. Dziękuj za niego. To właśnie On jest Twoim ratunkiem. To z niego płynie nauka miłości. To on będzie Twoim lekarstwem. Tylko zaufaj Bogu.

„Bez zazdrości nie ma miłości!”

Bez zazdrości nie ma miłości, jak mówi znane przysłowie, z którym do dzisiaj się nie zgadzałam. Kiedyś nie byłam zazdrosna w ogóle, mimo iż zawsze byłam bardzo emocjonalnie zaangażowana w każdą relację z drugim człowiekiem. Po drugie uważałam, że nie ma w zazdrości nic dobrego i osobiście bardzo mnie irytowała zazdrość innych. Miałam wrażenie, że niesie ona za sobą jakieś ograniczenia, chęć zawłaszczenia drugiej osoby.

Nie sądziłam, że przyjdzie taki dzień kiedy Bóg mnie oświeci w tej kwestii. Od dłuższego czasu zauważyłam, że robię się coraz bardziej zazdrosna, kiedy mi na kimś zależy i niespecjalnie mi się to podobało. Uważałam to za coś negatywnego, aż do dzisiaj.

Z tą zazdrością to taka dość trudna kwestia, z jednej strony to grzech, z drugiej Bóg mówi o sobie, że „Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym” (Wj 20, 5).

Są różne rodzaje zazdrości. Ta negatywna, która mówi: „Zazdroszczę jej urody, nienawidzę jej za to. Niech zbrzydnie!” I zazdrości pozytywna „Super, że tak Ci się układa, aż Ci zazdroszczę!” Ta pierwsza nie cieszy się ze szczęścia drugiego człowieka, chciałaby je zniszczyć. Ta druga jest zachwycona tym, że komuś coś się udało, a zwrot „zazdroszczę Ci” znaczy tyle, co też bym tak chciała/chciał.

Zupełnie inaczej jednak wygląda zazdrość w miłości. Tutaj również może być negatywna, wynikająca z chęci posiadania drugiej osoby tylko dla siebie, a nawet zazdrość chorobliwa, która niejednokrotnie prowadzi do tragedii.

Natomiast jest w miłości zazdrość, która nie ma w sobie egoizmu. Zazdrość, która wynika ze świadomości, że kocham drugiego człowieka i tylko ja mogę go obdarzyć prawdziwym dobrem. Złoszczę się więc, kiedy szuka go gdzieś indziej, a nie u mnie. Żeby w taki sposób być zazdrosnym trzeba być człowiekiem dojrzałym i przynajmniej w minimalnym stopniu potrafić już kochać naprawdę. I to moim zdaniem streszcza zazdrość Boga o nas. Nie chce, żebyśmy błądzili, uciekając się do bożków, którzy nie dadzą prawdy, miłości i wolności. Bo wie, że tylko On da nam to, co dobre.

Błogosławionego niedzielnego wieczoru!

„Ja rzekłem: Bogami jesteście”

Kocham Jezusa za dzisiejszą Ewangelię!

Od dłuższego już czasu, w zasadzie od kiedy sama to zrozumiałam, staram się powtarzać wszystkim wokół mnie, że są ludźmi wartościowymi, wspaniałymi, mimo wszystkich słabości, a to dlatego, że są dziećmi Boga i bożymi stworzeniami.

Zaczynam się zastanawiać, czy nie macie już wszyscy dość tego tematu, ale nie mogę przestać, kiedy ciągle w rozmowach słyszę, że wszyscy jesteście grubi, brzydcy, beznadziejni i cały świat Was nienawidzi. Więc przykro mi, nie przestanę, dopóki nie zrozumiecie, że jest inaczej. Tym bardziej, że w dzisiejszej Ewangelii przypomina Wam o tym sam Jezus.

„Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu. ”

Mamy talenty, mamy pragnienia, mamy wspaniałe życie, jeśli tylko jest w Nim miejsce dla Boga. Ale ciągle o tym zapominamy, zamartwiając się tym co przyziemne, analizując to, co mówią o nas ludzie. Ludzie Ciebie nie znają. Nawet jeśli wiedzą o Tobie wszystko, to tak naprawdę nie wiedzą nic. Jedynie Bóg wie, jakim jesteś człowiekiem, bo On przenika Twoje wnętrze i mówi Ci dzisiaj że „Bogami jesteście” skoro do Ciebie skierowane jest pismo święte. Ten fragment jest bardzo trudny, więc jeśli jestem w błedzie w swoim myśleniu, proszę o hejty!

Dla mnie, jeżeli człowiek jest w relacji z Bogiem, czerpie z Jego miłości, karmi się Jego ciałem i krwią, jeśli słucha Jego słowa, to po prostu Bóg zaczyna w Nim być coraz silniej, aż wreszcie ten człowiek staje się święty. A święty jest przecież tylko sam Bóg. Nie chodzi o to, że tak jak Bóg możemy wszystko, że jestesmy doskonali. Ale jeśli On wedrze się z całą swoją mocą w nasze wnętrze, w naszą duszę, to staniemy się naprawdę do Niego podobni, a On będzie naszymi rękami dokonywał wspaniałych dzieł, tak jak to czynił Jezus, mocą swojego Ojca.

Jesteś cudowną istotą, stworzoną przez najlepszego Boga ever! Jesteś dzieckiem Boga. Sami nic nie możemy. Z Nim możemy wszystko. (Flp 4, 13)

Owocnego Wielkiego Tygodnia!

Czy zmarnowaliśmy Wielki Post?

Od dłuższego czasu pojawiają się we mnie takie refleksje, czy czas Wielkiego Postu wykorzystałam dobrze. Założenia i postanowienia nie wychodzą mi już tak dobrze jak kiedyś. W moim myśleniu na temat Boga niewiele się zmienia. Wydawałoby się, że stoję w miejscu, tak jak pewnie wiele innych osób.

Możemy się załamywać, jacy to jesteśmy beznadziejni, jak to nasze wielkie, piękne plany się nie powiodły, jak to zawiedliśmy Pana Boga… A jaka w tym pycha…

Po co tak naprawdę jest czas Wielkiego Postu? Po to żebyśmy sobie pokazali, że możemy więcej? Że jesteśmy silni? Że się tak wspaniale nawracamy, pościmy, jesteśmy tacy dobrzy?

Ewidentnie nie i pokazuje nam to wyraźnie dzisiejsza ewangelia. Do Jezusa zostaje przyprowadzona kobieta przyłapana na cudzołóstwie. A Jezus? Jezus ją wyciąga z błota w którym była i mało tego, jest nią zachwycony, pewnie pomyślał sobie: „Ale super, żeście mi tę grzesznicę tutaj przyprowadzili! Będę ją teraz kochać i już nie będzie nieszczęśliwa!”

I szczerze, chcę być taką cudzołożnicą, chce pójść do Jezusa, pokazać Mu się z najgorszej możliwej strony, powiedzieć „Zobacz, nie dałam rady, ale to nic. Możesz mnie kochać”. A On wtedy w Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielką Sobotę będzie miał wielkie pole do popisu. Będzie mógł nam przypomnieć po raz kolejny, jak bardzo Jego Miłość pozbawiona jest wszelkich granic.

Na pytanie czy zmarnowałam Wielki Post odmawiadam „Nie”. Nie zmarnowałam go na pokazanie sobie, że to ja jestem dla Boga. Ja Mu nic nie mogę dać, z wyjątkiem samej siebie. A nie oszukujmy się, to nie jest nic wielkiego (tym bardziej że mam 1,58 m). Za to On, może z tym zrobić coś niesamowitego.

Magiczny lajk…

Każdy dzisiaj chce mieć dużo lajków. Jeśli nikt nie lubi mojego postu, to od razu robi się smutno, człowiek czuje się nielubiany, nieakceptowany społecznie. A potem pojawia się chociaż jeden i bum, od razu humor jest lepszy…

Tak, kilka postów wcześniej pisałam jakie to straszne, że wszystko przenosi się do rzeczywistości wirtualnej i nie odwołuję tego. Ale lajk ma sens. Bardzo głęboki.

Otóż lajk jest jedną z tych małych rzeczy, które dają człowiekowi radość. I chcę wszystkich zachęcić do lajkowania wszystkiego co popadnie, jeśli tylko nie budzi to naszego sprzeciwu czy niechęci, ale nie jest to jedyne co mam na myśli.

Lajk tak samo jak uśmiech, „dzień dobry”, podanie komuś czegoś co mu spadnie, pamięć o imieninach, niespodziewane odezwanie się po długim czasie, to takie „serdeczne sygnały” (cytując cudowną Krystynę Holly, która jest od pewnego czasu moim guru). I takie serdeczne sygnały w naszym życiu sprawiają że staje się ono piękne. Jak śpiewa uwielbiana przez nas wszystkich Sylwia Grzeszczak „cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest”. Fakt, ta piosenka jest straszna. Ale jak ona tego nie śpiewa to od razu lepiej to brzmi. I nie da się ukryć, ma rację.

Mamy tyle wzniosłych idei, pragniemy być coraz lepsi, nieważne czy odnosząc się do religii, systemu filozoficznego, czy naszego oryginalnego pomysłu na życie. A czasami zapominamy o tych najprostszych, najbardziej banalnych sposobach na uszczęśliwienie innych wokół. I samego siebie.

Budzi się wiosna, co prawda powoli. Niech z tą wiosną wzbudzą się w nas dobre intencje, uśmiech, dobre słowo, bezinteresowna pomoc..

No i te lajki 😉

Dobrej nocy i wszystkiego najlepszego wszystkim pięknym paniom, czyli że wszystkim, bo wszystkie jesteście piękne i – do not forget!

Z Bogiem, Michalina 🙂

Krytyka księdza Kaczkowskiego

Na samym początku chciałam zaznaczyć, że szanuję księdza Kaczkowskiego, modlę się za niego i ten post nie ma być atakiem w jego stronę. Uważam jednak, że skoro kapłani są tylko ludźmi mogą się mylić. A jeśli ktoś, podobnie jak ja ma wątpliwości co do słuszności jego wypowiedzi:(https://radiogdansk.pl/index.php/wiadomosci/item/37415-ks-kaczkowski-jesli-nie-przyjmiemy-uchodzcow-mozemy-pusty-wigilijny-talerz-wyrzucic-przez-okno-film.html)

to może odnajdzie się również w moim punkcie widzenia. Nieczęsto poruszamy tutaj tematy polityczne, ale temat uchodźców jest, jak widać, ściśle powiązany z naszą wiarą.

Denerwuje mnie robienie z Chrześcijan ludzi, którzy w kółko mają się uśmiechać, wszystkim przytakiwać i robić to, czego od nas oczekują, niczego nie krytykować, na wszystko pozwalać. Chrześcijaństwo to walka, każdy dzień nią jest, w dzisiejszym świecie bez Boga. I to nie jest cukierkowe głoszenie że „Bóg nas kocha”, za każdym razem kiedy mówimy to światu to wielu z nas umiera w środku ze strachu, przełamując swoje najdalsze granice.

Ksiądz Kaczkowski stwierdził, że nie mamy się bać dechrystianizacji Europy, bo „Europa sama się dechrystianizuje”. W istocie. Czy to znaczy że mamy przestać cokolwiek z tym robić?! Nie modlić się, nie ewangelizować i pozwolić żeby w naszym kraju zakwitło prawo Szariatu? Przypomnę tylko, kolokwialnie ujmując, idiotów z pierwszych wieków chrześcijaństwa, którzy pchali się do ukrzyżowania, a jak przyszło co do czego, to uciekali ze strachu. Nie byli na to gotowi. Bóg decyduje kiedy i jakie cierpienie nas uświęci, nie mamy o nie starać się sami. Tak długo jaki się da powinniśmy bronić naszej wiary i kultury przed zniszczeniem.  A nie wpuszczać ludzi, o których nic nie wiemy. Jeśli tak się stanie, że zajmą nasz kraj siłą i zaczną zabijać chrześcijan, przyjdzie nam umrzeć za wiarę, to okej, umierajmy, będziemy musieli przyjąć to cierpienie, na chwałę Boga. Ale dopóki mamy szansę musimy walczyć. O swoje życie i wartości.

Ksiądz Kaczkowski mówi: „Nasz stosunek do obcych, do gości jest bardzo zły. Czy my jesteśmy prawdziwymi chrześcijanami? Śmiem w to wątpić.” Ja śmiem wątpić, że chrześcijaninem jest ktoś kto się poddaje.

A Józefa i Maryję bym wpuściła do Europy. Mało tego, gdybym ich ujrzała, pewnie padłabym na kolana i oddała cześć. Bo nasz Bóg jest tak wielki, że Jego obecności nie da się nie zauważyć i zignorować, On ma moc, nawet ukryty w kawałku białego chleba. Czego nie można powiedzieć o Allahu. To nas dzieli. I dzieli nas to, że nie zabijamy, nie gwałcimy kobiet. Nie twierdzę, że to są WSZYSCY uchodźcy. Ale chyba każdy widzi co się dzieje w miejscach do których docierają, a przed czym każdy chce uciec.

Wiara to nie puste zasłanianie się Ewangelią, ale też logiczne myślenie. I przede wszystkim walka do końca. Jezus w Ogrójcu też prosił o oddalenie kielicha. Prośmy więc o uchronienie Europy przed dechrystianizacją, a nie pozwalajmy na nią.

 

O czym marzą dziewczyny?

Chyba każdy mężczyzna ma taki moment w swoim życiu, kiedy się zakocha i zastanawia się, jak zdobyć dziewczynę swojego życia. Teorii jest wiele, jedni powiedzą Ci, że masz robić dla niej wszystko, być u jej stóp, spełniać każdą zachciankę. Może jakąś pustą materialistkę na to złapiesz. Inni powiedzą: Musisz być niedostępny, olewaj ją. Jeśli szukasz masochistki która lubi cierpieć, na pewno jakąś wyhaczysz!

Pytanie, co zrobić, kiedy zakochasz się w normalnej dziewczynie? To dopiero jest problem.

Nie będzie to prawda objawiona, ale jedynie moje subiektywne spojrzenie na sprawę. Dziewczyny po pierwsze chcą miłości, to naturalne. O tym to już pisalam wiele. Jest jednak takie coś, że niektórzy faceci, mają to coś. Pytanie, co to jest?

Każda dziewczyna jest ciekawska, kobiety lubią wszystko wiedzieć, a kiedy nie wiedzą to je po prostu coś skręca. Nie wszystkie, jasna sprawa. Ale większość na pewno. Lubią w mężczyznach tajemniczość. I teraz mógłbyś pomyśleć, przecież ja nie mam żadnych tajemnic, nic szczególnego, nie mam tego czegoś.

Oczywiście się z tym nie zgodzę. Każdy chłopak, tak samo jak w ogóle każdy człowiek jest studnią bez dna (chyba się powtarzam). I każdy musi się w tę studnię rzucić i poszukać siebie. Kiedy to się odnajdzie należy tego strzec. Jak kobiety to w takim razie zauważą? No właśnie, oni mają to w oczach. Faceci, którzy gdy się patrzą to po prostu przenikają duszę, mrożą krew w żyłach i o których każda marzy, żeby być jego. No cóż, zdarzają się tacy.

Nie musisz milczeć, nie musisz dużo gadać. Nie musisz być miły, nie musisz być chamski. Nie musisz być zabawny, ani poważny. Musisz być sobą.

Tylko pytanie, czy wiesz kim jesteś?

Śnieg dowodem na istnienie Boga!

Dnia wczorajszego wracając ze wspaniałych zajęć, doszłam do wniosku, że śnieżynki spadające z nieba są dowodem na istnienie Boga.

Przeanalizujmy: jak to możliwe, że chmura sama wymyśla dla śnieżynek kształt, i to taki piękny?! Serio wątpię szczerze, że chmurze by się chciało.

Wątpię również, że chmura ma świadomość piękna i intencję, żeby nas zachwycić.

Jeśli nie chmura to kto? Może sama śnieżynka chce być piękna? Może lecąc na ziemię zastanawia się czy dobrze wygląda, i tworzy z siebie taki kształt. To czemu moje cząsteczki wody w szklance tego nie robią?

Myślę, że to Bóg! Stworzyciel wszystkiego co piękne, zrobił to dla nas, aby nas Sobą zachwycić! Myślę, że sam świat jest tak wielkim dowodem na Jego istnienie, że po co szukać dalej?

Mdr 13, 1

Głupi z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga; z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła, nie poznali Twórcy(…).

A na koniec Mikołaj Wam wyjaśni, dlaczego Bóg stworzył zło 🙂

#DobraNowina #MikołajKapusta

Fejsbuki żyją inaczej

Kocham marnować czas, to jedna z moich największych wad. Czuję, że za jakiś czas palec mi odpadnie od scrollowania tablicy na Facebooku.

Kiedyś patrząc na to co wstawiają ludzie na fejsie myślałam sobie: „Kurde, ale oni mają fajne życie.. i w ogóle tacy są super, a ja nie..” Mega głupie podejście, na którym pewnie łapie się niejedno z nas. A potem widzę tych ludzi w realu i uświadamiam sobie, że to wszystko, to taka całkiem spora ściema.

I stąd moja rozmkmina dzisiejsza. Na temat fenomenu Facebooka można by napisać jakąś książkę, co z resztą rozważam. Jakim cudem w tak wielkim stopniu przeżywamy to, co dzieje się wyłącznie w rzeczywistości wirtualnej, ile tam ma miejsca kłótni, romansów, debat politycznych…

Ale jedno boli mnie szczególnie, właśnie ten moment kiedy widzę jak ludzie udają. Wstawiają te rozmazane zdjęcia, na których rzeczywistość jest również rozmazana i wydaje się milion razy bardziej kolorowa. Postują, jacy to nie są zakochani, szczęśliwi i przede wszystkim IDEALNI. Szok.

Czy ludzie, kiedy tworzyli internet, za jeden z celów założyli sobie stworzenie rzeczywistości, w której każdy człowiek będzie mógł stać się kimś więcej, dowartościować się? Nie. Więc przestańmy udawać, że wszystko jest w porządku, podczas gdy nie jest. Przestańmy żyć w kłamstwie. Bo świat na nas czeka, na miłość Boską, czeka aż go zmienimy. Więc nie zmieniajmy swojej tablicy, ale życie swoje i innych. Bo to jest nasze powołanie w świecie.

Każdy z nas ma wielkie marzenia. Każdy z nas chce być kimś niesamowitym. Ale spełnianie marzeń to nie bułka z masłem. Wiąże się z ogromnym ryzykiem. Potrzeba wielkiej odwagi by zacząć to robić. Masz to w sobie. „Szukajcie a znajdziecie”.

„W próżni nie ma życia”

Nie wiem jak Wy, ale ja właśnie sobie oglądam mój ukochany film, „Władca Pierścieni”, kontretnie „Drużyna Pierścienia”. Abstrachując od tego że jedni wolą film a inni książki i pewnie połowa z Was głowi się teraz jak mogę kochać film (książek nie czytałam i na razie nie zamierzam), ewidentnie poruszyła i przede wszystkim zainspirowała mnie jedna ze scen. Scena, w której Arwena, próbując ratować życie Froda ucieka przed kilkoma Czarnymi Jeźdźcami. Scena jest piękna, trzyma w napięciu, ukazując odwagę i siłę bohaterki, ale odkryłam w niej drugie dno.

Arwena jest kobietą, co prawda nie taką zwyczajną, bo jest elfem, ale w dalszym ciągu to kobieta. Wyrusza w drogę, drogę która ma konkretny cel. Tak jak nasze życie. Chce uratować tych których kocha, chce zniszczyć zło, aby dobro mogło zwyciężyć. Szybko podejmuje działanie. Jest zdecydowana. Wydaje się, że nic jej nie zatrzyma, a jednak. Zjawiają się oni, upiory pierścienia. W naszym życiu, w życiu każdej kobiety i każdego mężczyzny oznaczają grzech. Grzech jest silny, goni nas, próbuje dopaść, pokonać, zniszczyć. Jest wciąż za nami, krok za krokiem. Arwena dalej walczy, dalej ucieka. Nie poddaje się. W końcu dochodzi do ostatecznego starcia. Na rzece Jeźdźcy żądają Froda, Arwena bez strachu rzuca „Jeśli go chcecie, przyjdźcie i weźcie go sobie”. A wtedy zaatakowana wyciąga swoją najcenniejszą broń. Szepce po elficku, brzmi to dla mnie jak modlitwa. I właśnie to daje jej prawdziwą moc, jeźdźcy zatopnieni zostają w rzece niczym Faraon w Morzu Czerwonym. Oczywiście to nie koniec walki, zło wciąż rośnie w siłę i jeszcze wiele wyzwań przed każdym, kto stoi po stronie światłości.

Czy znam takie kobiety? Bardzo niewiele. Za to mnóstwo z tych które znam to kobiety, które są słabe, godzą się na ustępstwa, nie realizują swoich marzeń, nie walczą o swoje, nie wierzą w siebie. Rzadko która zdobywa się na walkę ze swoimi słabościami, ratuje innych ludzi, jest podporą dla tych, których kocha.

Atrybutem kobiety jest piękno, ale w tym pięknie ukryta jest wielka siła, która sprawia że jest niepokonana. Kobieta zanurzona w Bogu jest górą nie do zdobycia.

Taka właśnie jest Arwena. I nie ma się co dziwić, że właśnie w niej tak zabójczo zakochany jest Aragorn, o którym zapewne każda dziewczyna marzy. Można założyć, że to tylko film, nie rzeczywistość, że to nie jest możliwe w realnym życiu. Albo można właśnie tak żyć. I tego Wam wszystkim życzę, tym bardziej że zbliża się kolejny rok, kolejna okazja, żeby zacząć jeszcze raz, na nowo, lepiej, bardziej i mocniej.

Z Bogiem!